Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

#1
~Spóźnia się..., narzekała Sophie rozglądając się wokoło. Drapieżny ptak siedział na ramieniu swojego szamana odzianego w tradycyjny pióropusz oraz ponczo z plemiennymi wzorami w kolorze bieli i czerni. Pod spodem posiadał jedynie proste spodnie i buty, zdobione na wzór kopyt, zgodnie z tradycją swojego plemienia. Oboje siedzieli w niewielkiej altance nad sztuczną rzeką wypełnioną karpiami koi. Można było przez nią przejść dzięki staremu mostkowi nieopodal. Czas w tej okolicy był umilany przez przyjemny szelest wodospadu, który latem przyjemnie orzeźwiał tutejszych bywalców i a zimą zastygał tworząc spektakularnej długości lodowe sople.
Mężczyzna zaśmiał się lekko pod nosem, podziwiając jak woda spada pchana grawitacją w dół i z przyjemnym pluskiem wpada do rzeki.
-Wiesz jaki jest...Pewnie gania teraz za jakimś wielkim spiskiem bo nikt mu nie chce dać normalnej roboty dla detektywa -odpowiedział swojej towarzyszce. -I tak mieliśmy szczęście, że służba nas tu wpuściła - widać te szaty z domu naprawdę otwierają niejedne drzwi.
Tora oczywiście nawiązywał do tradycyjnego stroju plemienia Patch i związanych z nim korzyściami. Tak duża rodzina jak Asakura nie zapomniałaby, że to ich przodek pięćset lat temu próbował wykraść od wybranego plemienia Wielkiego Ducha Ognia - podarek od samego Króla Duchów. Nawet jeśli ostatecznie go powstrzymali, była to plama na ich honorze, że podnieśli rękę na sługi samego Króla. Sowa jednak była nieco bardziej sceptyczna - wierzyła, że sukces zapewniła im jej wysoka kultura i obycie z japońskimi zwyczajami, toteż napuszyła się lekko i uniosła wysoko dziób.
~Dalej to nie wypada się spóźniać na spotkanie w swoim własnym domu!, nie ustępowała. ~Pewnie rodzina wstydzi się tego wyrostka, który zamiast skupić się na szamańskiej koronie woli ganiać za jakimiś zbirami...
Patch położył dłoń na księdze zawieszonej przy lewym biodrze i lekko pogłaskał ją po stronach.
-I to właśnie w nim lubię, Sohie... -powiedział ze złośliwym uśmieszkiem. -Gdyby chciał, mógłby walczyć o największą moc tego świata ale woli przygody od zaszczytów. Sam turniej to dla niego tylko okazja do kolejnej wyprawy... Tak proste myślenie jest po porstu... Fascynujące!
~Ho-oho? Czyżbyś nagle zmienił preferencje, Aghi'To?, rzekła zainteresowana, nazywając go jego własnym imieniem. ~Nagle z szaleńców i psychopatów wolisz prostych ludzi?
Mężczyzna wstał a ptak poderwał się na skrzydłach do góry i usiadł na gałęzi jednego z drzew. Szaman spojrzał na nią dalej tym samym wyrazem twarzy.
-Każdy umysł może być interesujący. Wystarczy, że znajdę w nim tę iskrę, którą warto rozpalić, a samo spotkanie da mi okazję do zdobycia kolejnej, bezcennej wiedzy. A ze wszystkich na świecie ty wiesz jaką wiedzę mogą skrywać Asakurowie...
Ptak nie odpowiedział bo dobrze znał powód, dla którego sam klan był interesujący. Asakura Hao może i smaży się gdzieś w piekle ale tu na ziemi pozostał nienaruszony egzemplarz Chō-Senjiryakketsu - Ksiegi Szamana, czyli sekret najpotężniejszych technik jakie stworzył i poznał największy ze wszystkich szamanów. Jeżeli klan Asakura dalej ma tę księgę, Sophie nie mogła pozwolić by relację jej szamana z młodym Breyze'm się popsuły - bynajmniej nie teraz kiedy ma szansę zdobyć kolejną, zakazaną wiedzę do swojej długiej listy.
Ubiór: Oficjalny Strój Patch
Stan zdrowia: W pełni sprawny
Aktualnie w fabule: [Prywatna | Ogrody Posiadłości Asakura] Tajemnice Wielkich Rodów
Character Theme: JJBA Music - Aweken
Spirit Theme: Queen - Killer Queen

[Obrazek: A4bav5N.png?1]
Odpowiedz
#2
Młodzian wracał, zdecydowanie spóźniony, do swojej rezydencji. Ubrany w luźne, szerokie spodnie i tradycyjny w jego przypadku biały płaszcz, który nawet nie zasłaniał do końca jego ciała, gdyż część klaty i większa powierzchnia brzucha były zwyczajnie na widoku, aby każda napalona pannica mogła podziwiać jego świetnie wytrenowane, przez męki szamańskiego treningu, ciało. Kiedy tylko przekroczył progi domostwa, ruszył w stronę ogrodów. Mimo wszystko nie musiał nikogo pytać gdzie znajduje się jego gość, wystarczyło po prostu się chwilę skupić i zwyczajnie to wiedział. Nie wyczuł jego obecności w domu, więc celował w najbardziej prawdopodobne miejsce do oczekiwań. Szybko wyszedł na zewnątrz i popędził w stronę altany, cały czas trzymając w rękach dziwną książkę z jakimś iksem na okładce. 
 - Wybacz spóźnienie. Pomagałem w znalezieniu seryjnego mordercy i zajęło mi to dłużej, niż się spodziewałem. - Powiedział przepraszającym tonem. Mimo to zaraz potem uśmiechnął się szeroko na powitanie, a obok niego stanęła Cupidea w swojej pełnej okazałości.
 - Dawno się nie widzieliśmy Aghi'To-dono, Sophie. - Powiedziała z lekkim ukłonem, jak zwykle wykonanym z gracją godną prawdziwej damy i nawet znajdujący się na jej ramieniu łeb węża nie umniejszał tego wrażenia. 
Kiedy uprzejmości zostały wymienione Breyze z dziwną satysfakcją pokazał swoim gościom trzymaną w rękach książkę. 
 - Okazało się, że ostatnią ofiarą w całej sprawie miał być jakiś katolicki ksiądz. Dotarliśmy na miejsce na czas a to taki prezent od niego, abym odnalazł 'właściwą drogę w życiu'. Wiesz nigdy jakoś się nie angażowałem w te wszystkie grupy religijne ludzi. Chociaż dla nich królowie szamanów zawsze byli czymś wyjątkowym. - mówił, starając się w miarę skrócić o co mu chodzi. - Ale nie mogłem się powstrzymać, żeby zacząć czytać, skoro już trafiła w moje ręce. Słyszałeś te opisy stworzenia świata? To jest takie fascynujące. Ta wyobraźnia ludzi, po prostu nie zna granic. Dochodzą do rozwiązań, które nie śniły się nawet wróżbitą po zwielokrotnionej dawce ziół. - Roześmiał się z jakiegoś powodu strasznie podekscytowany prezentem jaki otrzymał. Wyszedł poza altanę, by wyrzucić tę bezwartościową makulaturę na kopiec, gdzie zbierano rzeczy nadające się do spalenia. Chyba dopiero teraz dało się wyczuć pełnię ironii jaką miało w sobie to sztuczne zainteresowanie 'religijnymi ciekawostkami ludzi'. 
Zaraz potem podszedł do stołu na altanie i usiadł na jednym z krzeseł. Przed nim stała rozstawiona szachownica. Japonia raczej kojarzyła się z shogami, ale Czerwonowłosy wolał jednak wersję 'zachodnią'. 
 - No, ale nie jesteśmy tu po to, by gadać o takich głupotach. Może urozmaicimy dalszą pogawędkę partyjką, jak za starych dobrych czasów? 
Odpowiedz
#3
Nawet zagłuszane przez wodospad, kroki Breyze'a były dla Tory wyraźnym znakiem, że zbliża się do niego jego stary towarzysz. Tak jak przypuszczał, Różdżkarza zatrzymała nagląca sprawa, jednak nie domniemanego spisku Illuminati ale zwykłej sprawy seryjnego mordercy. Mężczyzna odwrócił się w stronę przybyłej pary i pozdrowił ich miłym uśmiechem, który to zwykł zakładać jak maskę. Tymczasem Sophie usiadła na jego ramieniu.
-Nic nie szkodzi, w końcu twoja praca -odpowiedział na przeprosiny po czym przywitał się z nim jego duch stróż.
-Mnie też miło cię widzieć, moja droga.
Sophie jednak nic nie powiedziała. Uniosła jedynie dumnie głowę i udając zaciekawienie czym innym, odwróciła głowę niemal o 180 stopni. Być może uraziło ją to, że Cupidea użyła w stosunku do Tory formy "dono" a co do niej nie? Cóż, Sophie zawsze była duchem dumnym i upartym toteż jest to bardzo prawdopodobne. Aby odwrócić uwagę od dąsającej się towarzyszki, Aghi'To postanowił kontynuować temat rzucony przez Breyze'a.
-Ludzie od wieków starali się wytłumaczyć sobie początki swojego stworzenia. Istniały różne poglądy i różne  zdania na ten temat, toteż wiele z nich skończyło jako religie. Dzięki nim czuli się częścią wspólnoty i mogli się identyfikować z czymś większym od siebie -tłumaczył w niemal akademicki sposób. -Najwidoczniej ich upośledzenie duchowe oddano im w wyobraźni, dzięki czemu powstały takie teorie, przy których katolickie wierzenie w jednego boga formującego świat, jest bardzo prawdopodobnym scenariuszem. Przykładowo, w jednej z religii bliskiego wschodu wierzono, że świat unosi się na grzbietach słoni stojących na skorupie wielkiego żółwia...
Swój monolog zakończył lekkim śmiechem, podkreślając jak absurdalne wydają się niektóre wierzenia. Mimo to nie dyskredytował żadnych z nich, bo w głębi swej zawiłości i przesądności wszystkie zgadzają się co do jednego - istnieje coś ponad ich marny stan i ponad ich wyobrażanie. I tym czymś jest Król Duchów, czyli pan swego uniżonego sługi, w postaci Aghi'To Rha'Ktasha.
Gest wyrzucenia księgi nie spodobał się jednak ani szamanowi ani jego duchowi. Jednak tak bardzo jak ten pierwszy potrafił to w sobie ukryć i zamaskować, tak Sophie podchodziła do tego typu rzeczy bardzo poważnie. Duch przybrał swoją prawdziwą postać i czarne jak smoła pierze zawirowało w powietrzu kiedy nad Różdżkarzem zawisła wściekła głowa wielkiej, trzymetrowej sowy.
~Bzdura czy nie, każdy powinien uszanować kilkusetletnią historię i wiarę ludzi, dla których tego typu rzeczy są święte! Przez takich ignorantów i niewychowanych analfabetów jak ty upadały wielkie cywilizacje, płonęły stosy i ginęli niewinni! To, że jesteś szamanem nie daje ci prawa niszczyć czegoś, czego nie potrafisz odtworzyć! Głupota twojego czynu jest tylko dowodem na to, że tacy jak ty powinni czytać książki zamiast je palić!!!, zagrzmiał sądny głos i każdy chociaż trochę znający naturę duchów powinien wiedzieć, że zły duch to niebezpieczny duch. Trudno jednak odmówić jej racji - nawet współczesna historia była za duchem, który bronił wiedzy i twórczości ludzkiej. W końcu nie tak dawno temu na placu w Berlinie palono stosy bezcennych dzieł na rozkaz i ku uciesze jednego człowieka, którego szczytem osiągnięć było strzelenie sobie w głowę po wymordowaniu milionów istnień. Tego samego rodzaju ludzie palili na stosach niewinne kobiety oskarżone o czary oraz zniewalali swoich braci tylko na podstawie koloru ich skóry. Tora doskonale to wiedział, dlatego nie powstrzymał ducha przed wyrażeniem swojego zdania, na które duży wpływ miała jego historia. Sam złapał się na tym, że kiedy widział lecącą na stos książkę, złapał wolną dłonią za swoje zapiski chcąc upewnić się, że to nie one staną się wkrótce garstką popiołu.
Najwidoczniej oburzona całą sytuacją, Sophie wzbiła się w powietrze wznosząc w nie tumany kurzu, po czym odleciała poza zasięg wzroku szamanów. Tora odetchnął z ulgą bo bał się, że jego towarzyszka zażąda by Breyze odpokutował za swoje czyny, a ten nie mógłby jej odmówić. Ich umowa była prosta i z tej prostoty czerpali swą siłę. Z niej i jeszcze ze wspólnego celu jakim było zdobycie zaginionej lub zakazanej wiedzy, do której osobno nie mieliby szans się dobrać.
-Musisz ją zrozumieć, zbyt długo oglądała jak ludzie niszczą dobytek swej wiedzy i kultury by pozwolić na dalsze rozprzestrzenianie się tego nawyku -powiedział kiedy napięcie trochę opadło. -Każdy duch ma swój charakter, Sophie jak widzisz też. Ale już nie wracajmy do tego i wybierzmy lepiej swoje piony - dodał po chwili siadając przy stoliczku do shogi.
Ubiór: Oficjalny Strój Patch
Stan zdrowia: W pełni sprawny
Aktualnie w fabule: [Prywatna | Ogrody Posiadłości Asakura] Tajemnice Wielkich Rodów
Character Theme: JJBA Music - Aweken
Spirit Theme: Queen - Killer Queen

[Obrazek: A4bav5N.png?1]
Odpowiedz
#4
Dlaczego Cupidea rozróżniła ducha i szamana za pomocą innego zwrotu? Prawdę mówiąc ciężko to odgadnąć, ale chyba zwyczajnie traktowała inne duchy jak równe sobie, a przyjaciel jej mistrza był... był przyjacielem jej mistrza i stąd różnica w jej wypowiedzi. To, że duch się z tego powodu obraził nie było już dla niej problemem, nie czuła się z tym w żaden sposób gorzej, ani lepiej. Było jej to obojętne. Ostatecznie nie oczekiwała niczego od ducha, z którym widziała się może kilka razy w życiu. Może ich mistrzowie byli sobie dość bliscy, ale one, one nie miały ze sobą wiele wspólnego. 
 - Tak, rozumiem w pełni dążenie do wiedzy i próbę wyjaśniania spraw niepojętych dla umysłu. Zapewne wiele z tym 'wymysłów' jest bliżej prawdy, niż kiedykolwiek byśmy się spodziewali. Odbicie króla duchów, jak i kolejnych królów szamanów w historii odbija swoje piętno na religiach. Czasem mnie zastanawia, które z postaci mitycznych są prawdziwymi królami, a które odznaczyły się zwyczajnie czymś legendarnym i ponadprzeciętnym - powiedział wyrażając swoje zdanie w temacie, który wywołał większą burzę, niż się spodziewał. Wiedział jakie przywiązanie ma ta dwójka do wiedzy, ale nie dotarło do niego, że tak dużą wagę przywiązują do tak bezwartościowych egzemplarzy. Nie mógł jednak odpowiedzieć samemu duchowi, który zniknął gdzieś daleko, odlatując.
 - Wiesz, szacunek szacunkiem. Wiara, wiarą. Szukanie wiedzy, szukaniem wiedzy. Religie przez tysiąclecia były źródłem rozlewu krwi nadal są. Wiesz dlaczego ten ksiądz miał zostać zamordowany? Wiele lat wcześniej molestował chłopaka, którego pochwyciliśmy. To był akt zemsty. Za to ta książka to tylko obiekt przesączony hipokryzją swojego właściciela przedmiot. Zwykły śmieć, który nie jest i nie będzie wiele warty. - kontynuował swój wywód Breyz. Nie był sędziom, ani oskarżycielem, ani katem. Pomagał ludziom w ich problemach, był łącznikiem, ale pozostawiał większość spraw w ich rękach. Oni już nie chcą jego wsparcia poza odnajdywaniem tego czego sami nie mogą znaleźć. Proszą o pomoc tak, gdzie kończy się ich władza, ale potem... i tak często robią rzeczy po swojemu. 
 - Wybacz, może trochę zbyt dosadnie wyraziłem frustrację i doszło do nieporozumienia. - rzucił, lekko przepraszającym tonem. - Lubię te pracę. To przygoda pozwalająca dowiedzieć się więcej o ludziach, niż z jakiejkolwiek książki mógłbym wyczytać. Można też się czasem czegoś dowiedzieć. Swoją drogą, kilka rzeczy mnie męczy od dłuższego czasu i jesteś chyba jedyną osobą, która przychodzi mi do głowy jaka mogłaby mi coś o tym powiedzieć. - Kiedy już skończył swoje wywody na temat motywów działania, postanowił zająć się rozmową o czymś ciekawszym, choć być może mniej konfliktowym. 
 - Uroboros. Początkowo sądziłem, że to tylko jakaś wzmianka w pismach ludzi, jednak zacząłem szukać i zdaje się, że był w historii szaman, który miał z nim styczność. Duch początku i końca, bez początku i końca, forma przed powstaniem formy. To jak Kot Schrödingera. Zastanawia mnie jaka jest o nim prawda, chcę go odnaleźć i uczynić swoim duchem, ale szczerze... mimo moich umiejętności poszukiwania nie mam pojęcia od czego zacząć. - rozmowa o mitycznym stworzeniu, które mogło nie istnieć, tak na prawdę Breyze brał pod uwagę, że informacje jakie udało mu się zdobyć były zaledwie ziarnem, które nie było potwierdzeniem niczego. W sumie to było takie bardzo w jego stylu... wyznaczyć sobie cel, który wydaje się nieosiągalny, aby ostatecznie się do niego dostać. W tym czasie chwycił bierki dwóch różnych kolorów, po jednej do każdej dłoni i schował za plecami. - Prawa, czy lewa?
Odpowiedz
#5
Breyze miał szczęście, że Sophie odleciała i nie słyszała tego co powiedział po jej wyraźnie zaznaczonej dezaprobacie. Gdyby duch został jeszcze chwilę z pewnością nie skończyłoby się na rozmowie. Ciężko powiedzieć, czy samo danie nauczki różdżkarzowi byłoby dla niej wystarczające. Jedno było pewne, znajomy Tory w ogóle nie zrozumiał o co chodziło starej znajomej Ateny. Tora westchnął ciężko słysząc jego słowa i postanowił w prostszy sposób wyjaśnić mu motywy swojej towarzyszki.
-Tym jest z twojego punktu widzenia, jako detektywa. Dla Sophie każdy tom spisanej i udokumentowanej twórczości jest wart szacunku. Bez względu na to kto go posiadał,jakim draniem był, jakie głupoty są w środku, dalej księga to księga - teraz nic nie warta ale za tysiąc lat może okazać się ostatnim egzemplarzem tego rodzaju, a spalona dla samej uciechy płomieni zniknie bezpowrotnie. Zapominasz, mój drogi, że punkt widzenia zależy od tego gdzie się znajdujesz. -powiedział, po czym sięgnął do pasa i pokazał Breyze'owi "Zapiski Szaleńca".
-Ta księga należała do człowieka zamkniętego w szpitalu psychiatrycznym z powodu domniemanej choroby. Dopiero gdy wpadła w moje ręce, z pomocą Sophie dałem radę odcyfrować zawartą w niej rozległą wiedzę z zakresu szamaństwa, demonów i magii z samego dna piekieł. Gdybym patrzył na nią z twojej perspektywy, już dawno nie pozostałaby z niej nawet kupka popiołu, a jej zawartość przepadłaby na dobre.
Tom wrócił na swoje miejsce przy lewym biodrze szamana, który jak widać wyczerpał temat. Mając nadzieje, że to wystarczy jego przyjacielowi jako wyjaśnienie, postanowił nie ciągnąć dłużej tematu. Z kolei nowe pytanie zaciekawiło nieco członka plemienia Patch, stanowczo wybiegając jednak poza zakres, w którym mógłby udzielić szamanowi konkretnej rady.
-Nieco przeceniasz moje doświadczenie, przyjacielu, ale mogę powiedzieć ci co wiem -zaczął i po chwili skupienia przywołał z zakamarków swej pamięci wszystko co udało mu się usłyszeć o tym stworzeniu. Mityczne duchy o boskiej mocy nie były dla niego czymś wybitnie interesującym, toteż nie mógł powiedzieć zbyt wiele. Skupiał się raczej na mroczniejszej stronie sacrum, która był znacznie mniej zbadana i bardziej interesująca. -Symbol Uroborosa pochodzi z południa Europy, dokładniej Grecji i Egiptu. Proponuję tam zacząć poszukiwania. Osobiście nie przykładałbym wiary w jego ponadczasowość i okalające jego postać mity. Jak wiele historii i wierzeń z przed lat, i to powinieneś traktować z dystansem i chłodnym spojrzeniem.
Oczywiście Tora nie chciał gasić zapału młodego, pełnego nadziei różdżkarza. Jeśli chce spędzić życie na poszukiwaniu króliczków wielkanocnych czy wielkiej stopy, to jego wola. Jego zadaniem było jedynie wskazać mu początek poszukiwań - co zrobi dalej, należy już tylko do niego.
-Lewa.
Ubiór: Oficjalny Strój Patch
Stan zdrowia: W pełni sprawny
Aktualnie w fabule: [Prywatna | Ogrody Posiadłości Asakura] Tajemnice Wielkich Rodów
Character Theme: JJBA Music - Aweken
Spirit Theme: Queen - Killer Queen

[Obrazek: A4bav5N.png?1]
Odpowiedz
#6
I tutaj można było dalej kontynuować dyskusję, ale Breyze uznał, że niema to większego sensu. Mieli różne sposoby patrzenia na świat. Czerwonowłosy może do pewnego stopnia zatracił perspektywę przez zbyt częsty kontakt z normalnymi ludźmi i ich społeczeństwem, śmiało można go było o to oskarżyć, ale z drugiej strony nie uważał się za marnotrawcę wiedzy. Księga którą spali nie była niczym wyjątkowym. To nie były zapiski tego hipokryty, a jedynie jeden z milionów przedruków, nie znaczył nic. Szczególnie blado wypadał, gdy wspomnieć o tym, że ojciec chłopaka przywiózł stary testament w oryginale i do dziś trzymany jest w ich rodowej bibliotece, razem z kilkoma tłumaczeniami. Dla różdżkarza zachowanie ducha, czy obecne tłumaczenia Tory były jak spojrzenie osoby patrzącej zbyt perspektywicznie, całkowite przeciwieństwo jego osoby. Zachowałby każdą wiedzę i tak dalej... a pamięć o tym, że ta sama księga przyczyniła się do pogrzebania wielu odkryć starożytności, podczas mrocznych wieków, gdy religia chciała władać światem. Tłumaczy swoją, czy też swojego ducha, psychozę względem książek perspektywą i wiedzą oraz możliwymi przyszłymi osiągnięciami z jej wykorzystaniem. Ostatecznie jednak przykład szaleńca jest przykładem u podstaw błędnym. Szaleńcy nie są źli, postrzegają świat inaczej, często przez zbytni wpływ drugiego świata zostają uznani za wariatów. Oni mogą widzieć i wiedzieć więcej, badanie ich odkryć może przynieść realną korzyść. Z drugiej strony nawet gdyby istniał pamiętnik zboczonego księdza pedofila, nie wniósłby wiele do świata poza zniesmaczeniem, ale tak czy inaczej... w tamtej kopii nie było ani słowa od niego, byłą jedynie przesycona hipokryzją tego złego człowieka. 
 - Nie nie przykładam do tego wielkiej wagi. Poszukiwania to wymówka, aby ruszyć w kolejną podróż. Jeżeli go odnajdę i okaże się czymś wspaniałym to genialnie, jeżeli nie to na pewno nie zmarnuję czasu i znajdę coś ciekawego. Zwyczajnie... uganianie się za czymś zwyczajnym i sprawdzonym wydaje mi się nudne. - Powiedział uśmiechając się szeroko. - Tak czy inaczej dzięki za pomoc. 
Wyciągnął przed siebie prawą rękę, po czym dynamicznie obrócił szachownicę, odkładając figury na miejsce.
 - Zaczynasz!
Odpowiedz
#7
Tora ucieszył się, że jego kompan porzucił ten sporny temat. W końcu przybył tu na jego zaproszenie, więc wolał nie poróżnić się z interesującą go osobą. Znacznie lepiej odstresować się przy przyjaznej rozgrywce na czarno-białym polu bitwy, w którym obie strony mają równe szanse. To zdecydowanie ciekawsze niż bitwa na argumenty, chociaż ktoś mógłby się spodziewać, że wynik tego meczu ma być łatwiejszą formą rozwiązania ich konfliktu. Nic bardziej mylnego i nic bardziej głupiego. Skąd pomysł by przekładać osobiste urazy na zwykłą grę? Zabija to sam jej sens, którym jakby nie spojrzeć, jest rozrywka. A to z kolei staje się jedynie torturą, w której raczej żaden z nich nie miał ochoty uczestniczyć.
Kątem oka, Aghi'To zobaczył Sophie kołującą nad niedalekim lasem. Być może dostrzegła jakiegoś duszka małej myszki i uznała, że nie ma sensu zrywać z tradycją i po prostu przypomnieć ssakowi co najpewniej przydarzyło jej się w przeszłości. Następnie spojrzał na swoje równo ułożone bierki w kolorze kości słoniowej. Delikatnie ujął w palce pierwszy z nich i postawił o dwa pola dalej.
-Skoro już u przygodach mowa, dalej masz zamiar podejść do turnieju z marszu? -zapytał, by wybadać swojego rozmówcę. -To nie będzie kaszka z mlekiem, a ta przygoda wymaga więcej niż tylko talentu. Jako członek plemienia nie powinienem tego mówić, ale widzę w tobie potencjał i nie chciałbym, by któryś z moich braci oblał cię już przy samych kwalifikacjach.
Tora mówił szczerze, bo jakże rozczarowującym byłoby gdyby jego znajomy odpadł w przedbiegach. Oficjalni Przedstawiciele są silni i nawet jeśli nie używają pełni swoich mocy nie można ich lekceważyć. Miał nadzieję, że mimo wszystko Breyze zdaje sobie z tego sprawę, że nawet jeśli nie marzy o koronie, to jednak zarówno jego rodzina jak i jego pragnienia wymagać będą pracy i dużej siły, by pozwolić mu cieszyć się udziałem.

Link do edytora:
https://lichess.org/editor/rnbqkbnr/pppp...R_w_KQkq_-
Wystarczy, że przesuniesz bierkę i umieścisz link pod planszą (rubryka "URL"). Będzie to lepsze niż kodowanie.
Ubiór: Oficjalny Strój Patch
Stan zdrowia: W pełni sprawny
Aktualnie w fabule: [Prywatna | Ogrody Posiadłości Asakura] Tajemnice Wielkich Rodów
Character Theme: JJBA Music - Aweken
Spirit Theme: Queen - Killer Queen

[Obrazek: A4bav5N.png?1]
Odpowiedz
#8
 - Pytasz czy planuję jakiś specjalny trening? Chyba obaj wiemy, że jestem zbyt "lekkomyślny" na coś tak... dojrzałego - odpowiedział, śmiejąc się wesoło. - No, a tak poważnie... pracuję nad czymś. Zamierzam sprawić, że moi przeciwnicy będą dosłownie "zdychać z rozkoszy". - uśmiechnął się szeroko. Wyglądał na całkiem pewnego siebie, zawsze taki był, nawet jeżeli nie był typem wojownika. Walka nie była jego specjalnością, w sumie to daleko jej było do niej, ale był świadom tego, że przygoda która go interesuje wymagać od niego bedzie zmiany tego stanu rzeczy.
Breyz zastanowił się chwilę nad ruchem, po czym wpadł na jeden ze swoich dziwnych pomysłów.
 - Przez tą naszą rozmowę o książkach myślę, że przyda się nam dodatkowe wyzwanie. Kiedy myślisz nad ruchem masz cytować wybraną książkę, żeby trudniej bylo się skupić. - wyszczerzył się do przyjaciela. - Ja wybieram biblię... - dodał po chwili ze znaczącym uśmieszkiem. - Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: "Niechaj się stanie światłość!" I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. 
I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy. A potem Bóg rzekł: "Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich!" Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem. 
I tak upłynął wieczór i poranek - dzień drugi. A potem Bóg rzekł: "Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha!" A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg widząc, że były dobre, rzekł: "Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona". I stało się tak. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień trzeci. A potem Bóg rzekł: "Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią". I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień czwarty. Potem Bóg rzekł: "Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!" Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre, pobłogosławił je tymi słowami: "Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniały wody morskie, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi". I tak upłynął wieczór i poranek - dzień piąty. Potem Bóg rzekł: "Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!" I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre. A wreszcie rzekł Bóg: "Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!". Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, 
na obraz Boży go stworzył: 
stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi". I rzekł Bóg: "Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona". I stało się tak. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. 
I tak upłynął wieczór i poranek - dzień szósty. 
Po tych słowach przesunął piona z e7 na e5.

//wybacz ograniczona edycja w telefonie, wiec bez kolorów, no i url nie mogłem skopiować, więc zagrałem w poście tym razem.
Odpowiedz
#9
Szachy: https://lichess.org/editor/rnbqkbnr/pppp...R_w_KQkq_-
Dodałem twój ruch więc jak będziesz mógł edytować to masz link - ja będę dalej umieszczał go w postach.

Dobrze było wiedzieć, że Asakura planuje coś przygotować na turniej. Cóż, lepsze to niż pójść na żywioł i zobaczyć jak będzie. To byłaby kupa zmarnowanego czasu, gdyby ktoś interesujący zwyczajnie odpadł w przedbiegach - głównie z powodu zawodu nad kimś, kto wydawał się go wart. No ale to w końcu też jest częścią życia, z którą trzeba się pogodzić. W najgorszym wypadku będzie musiał sam się nim zająć, jeśli Ujarak będzie na tyle zdesperowany by prosić go o pomoc w egzaminowaniu szamanów. A wtedy nie ważne kim będzie, Tora nie da mu forów ani taryfy ulgowej. Nie ze względu na przełożonego, ani na jakiś tam system - zwyczajnie, jeśli go zawiedzie, Breyze z pewnością zapamięta tę przygodę jako nauczkę by nie rozczarowywać więcej kogoś takiego jak on.
Pomysł z cytatami wydał mu się śmieszny ale w sumie nawet ciekawy. Dobór lektury też był interesujący i z pewnością nawiązywał do dzisiejszej rozmowy. A więc nasz chłopiec z dobrego domu chciał takiego pojedynku? Niech mu będzie...
-Biblia, co? -uśmiechnął się pod nosem widząc dokąd to zmierza. -Czemu nie, skoro zacząłeś od początku to ja przejdę na koniec.
Po chwili zastanowienia przesunął swojego skoczka na pole f3 i wyrecytował kolejny fragment.
I ujrzałem Bestię wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów, a na rogach jej dziesięć diademów, a na jej głowach imiona bluźniercze. Bestia, którą widziałem, podobna była do pantery, łapy jej - jakby niedźwiedzia, paszcza jej - jakby paszcza lwa. A Smok dał jej swą moc, swój tron i wielką władzę. I ujrzałem jedną z jej głów jakby śmiertelnie zranioną, a rana jej śmiertelna została uleczona. A cała ziemia w podziwie powiodła wzrokiem za Bestią, i pokłon oddali Smokowi, bo władzę dał Bestii. I Bestii pokłon oddali, mówiąc: "Któż jest podobny do Bestii i któż potrafi rozpocząć z nią walkę?". A dano jej usta mówiące wielkie rzeczy i bluźnierstwa, i dano jej możność przetrwania czterdziestu dwu miesięcy. Zatem otworzyła swe usta dla bluźnierstw przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba. Potem dano jej wszcząć walkę ze świętymi
i zwyciężyć ich, i dano jej władzę nad każdym szczepem, ludem, językiem i narodem. Wszyscy mieszkańcy ziemi będą oddawać pokłon władcy, każdy, którego imię nie jest zapisane od założenia świata w księdze życia zabitego Baranka. Jeśli kto ma uszy, niechaj posłyszy! Jeśli kto do niewoli jest przeznaczony, idzie do niewoli, jeśli kto na zabicie mieczem - musi być mieczem zabity. Tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych.

Kiedy skończył dotknął wolną dłonią rewolweru pod swoim płaszczem i pomyślał coś iście biblijnego - "Niezbadane są drogi myśli Aniołów"... zwłaszcza, gdy to ty nimi kierujesz. Uśmiechnął się do własnych myśli i planów.
Ubiór: Oficjalny Strój Patch
Stan zdrowia: W pełni sprawny
Aktualnie w fabule: [Prywatna | Ogrody Posiadłości Asakura] Tajemnice Wielkich Rodów
Character Theme: JJBA Music - Aweken
Spirit Theme: Queen - Killer Queen

[Obrazek: A4bav5N.png?1]
Odpowiedz
#10
Breyze nigdy nie żył po to, by spełniać czyjeś oczekiwania, po prostu robił to co uznawał za słuszne, lub też zabawne. Nie chciał, by jego życie stało się w jakiekolwiek momencie zwyczajnie nudne. Pewnie to był jeden z powodów, które pchały go w stronę coraz to nowych wyzwań. 
 - Zawsze lubiłem tę opowieść o szamanie Mojżeszu. - powiedział, sugerując jaki będzie kolejny cytowany przez niego fragment. - Bóg rozmawiał z Mojżeszem i powiedział mu: "Jam jest Jahwe. Ja objawiłem się Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi jako Bóg Wszechmocny, ale imienia mego, nie objawiłem im. Ponadto ustanowiłem też przymierze moje z nimi, że im dam kraj Kanaan, kraj ich wędrówek, gdzie przebywali jako przybysze. Ja także usłyszałem jęk Izraelitów, których Egipcjanie obciążyli robotami, i wspomniałem na moje przymierze. Przeto powiedz synom izraelskim: Ja jestem Pan! Uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem i przez surowe kary. I wezmę sobie was za mój lud, i będę wam Bogiem, i przekonacie się, że Ja, Pan, Bóg wasz, uwolniłem was spod jarzma egipskiego. Potem wprowadzę was do ziemi, którą z ręką podniesioną przysiągłem dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. Dam ją wam na własność. Zaiste, Ja jestem Pan!" Mojżesz oznajmił te słowa Izraelitom, którzy nie chcieli ich słuchać z powodu udręki ducha i z powodu ciężkich robót. Pan powiedział do Mojżesza: "Idź i powiedz faraonowi, królowi egipskiemu, aby wypuścił Izraelitów ze swego kraju". Mojżesz wymawiał się przed Panem mówiąc: "Jeśli Izraelici nie chcą mię słuchać, jakże faraon będzie słuchał mnie, któremu mówienie sprawia trudność?" Pan powiedział do Mojżesza i Aarona i dał im rozkaz dla Izraelitów i dla faraona, króla egipskiego, aby pozwolił wyjść Izraelitom z ziemi egipskiej. 
Oto naczelnicy rodów: synowie Rubena, pierworodnego Izraela: Henoch i Pallu, Chesron i Karmi; to są rodziny Rubena. Synowie Symeona: Jemuel, Jamin, Ohad, Jakin, Sochar i Szaul, syn Kananejki; to są rodziny Symeona. Oto imiona synów Lewiego z ich rodzinami: Gerszon, Kehat i Merari. Lat życia Lewiego było sto trzydzieści siedem. Synowie Gerszona: Libni i Szimei, według ich rodzin. Synowie Kehata: Amram i Jishar, Chebron i Uzzjel. Lat życia Kehata było sto trzydzieści trzy. Synowie Merariego: Machli i Muszi. Oto rodziny Lewiego według ich rodowodów. Amram wziął za żonę swoją, Jokebed, która mu urodziła Aarona i Mojżesza. Lat życia Amrama było sto trzydzieści siedem. Synowie Jishara: Korah, Nefeg i Zikri. Synowie Uzzjela: Miszael, Elsafan i Sitri. Aaron wziął za żonę Elżbietę, córkę Aminadaba, siostrę Nachszona, która mu urodziła Nadaba, Abihu, Eleazara i Itamara. Synowie Koracha: Assir, Elkana i Abiasaf. Oto rody Korachitów. Eleazar, syn Aarona, wziął za żonę jedną z córek Putiela, i ona urodziła mu Pinchasa. To są głowy rodów lewickich według ich rodzin. Oto są ci, Aaron i Mojżesz, do których właśnie rzekł Pan: "Wyprowadźcie synów Izraela z Egiptu według ich zastępów". To oni przemawiali do faraona, króla egipskiego, i wyprowadzili Izraelitów z Egiptu: oni, Mojżesz i Aaron. Gdy Pan przemawiał do Mojżesza w ziemi egipskiej, powiedział mu wtedy Pan: "Ja jestem Pan! Powiedz faraonowi, królowi egipskiemu, wszystko, co ci powiedziałem". A Mojżesz tak się tłumaczył przed Panem: "Oto mówienie sprawia mi. Jakże więc faraon zechce mię słuchać?" - w tej chwili zawiesił głos, chwytając skoczka, stojącego na b8 i unosząc go w górę. - Pan odpowiedział Mojżeszowi: "Oto Ja uczynię cię jakby Bogiem faraona, a Aaron, brat twój, będzie twoim prorokiem. Ty powiesz mu wszystko, co ci rozkażę, a Aaron, brat twój, będzie przemawiał do faraona, ażeby wypuścił Izraelitów ze swego kraju, Ja zaś uczynię nieustępliwym serce faraona i pomnożę moje znaki i moje cuda w kraju egipskim. Faraon nie usłucha was, toteż wyciągnę rękę moją nad Egiptem i wywiodę z Egiptu moje zastępy, mój lud, synów Izraela z pośrodka nich, wśród wielkich kar. I poznają Egipcjanie, że Ja jestem Pan, gdy wyciągnę rękę przeciw Egiptowi i wyprowadzę z pośrodka nich Izraelitów". Mojżesz i Aaron uczynili tak, jak im Pan nakazał uczynić. Mojżesz liczył wtedy osiemdziesiąt lat, a Aaron osiemdziesiąt trzy, gdy przemawiali do faraona. Pan tak powiedział do Mojżesza i Aarona: "Jeśli faraon powie wam tak: "Uczyńcie cud na waszą korzyść", wtedy powiesz Aaronowi: Weź laskę i rzuć ją przed faraonem, a przemieni się w węża". Mojżesz i Aaron przybyli do faraona i uczynili tak, jak nakazał Pan. I rzucił Aaron laskę swoją przed faraonem i sługami jego, i zamieniła się w węża. Faraon wówczas kazał przywołać mędrców i czarowników, a wróżbici egipscy uczynili to samo dzięki swej tajemnej wiedzy. I rzucił każdy z nich laskę, i zamieniły się w węże. Jednak laska Aarona połknęła ich laski. Mimo to serce faraona pozostało uparte i nie usłuchał ich, jak zapowiedział Pan. - powiedział, odkładając konia na c6.

pozycja
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości